wtorek, 25 lutego 2014

Z listów do K. #1

Drogi K.
Co u ciebie? Jak się zmienia twojej życie? Słyszałam, że zacząłem chodzić na siłownię, więc życzę ci wytrwałości w rzeźbieniu.
A co u mnie? Chyba trochę jak zwykle. Coś się sypie, coś się wali, ktoś przychodzi, ktoś odchodzi. Ale teraz jest inaczej. Inaczej, bo nie ma ciebie.
W szkole jak zwykle masa ludzi, których nie toleruje... Jacyś nauczyciele którzy zamiast uczyć to wymagają. Jakieś oceny, jedne gorsze, inne lepsze.
W domu? W domu non stop awantury o nic. Bo po co mieć normalną szczęśliwą rodziną z błahej komedii gdzie wszystko jest świetnie, wszyscy są mili i POTRAFIĄ ROZMAWIAĆ, przecież łatwiej jak każdy ma swój świat i nikt nie wchodzi sobie w drogę. Tylko szkoda, że po 16 latach nagle 'rodzice' budzą się i chcą cie poznać, spędzać z tobą czas, istnieć w twoim życiu... Teraz to już niemożliwe. Teraz jestem w tym 'domu' tylko ciałem. Moja dusza błądzi gdzieś w chmurach.
I skąd wziąć pozytywną siłę? Skąd czerpać tą energię dzięki której wstaje się z uśmiechem? Ja tego na pewno nie wiem, ale czasem da się to szczęście znaleźć w powietrzu i przez te kilka godzin być pieprzonym optymistą i wierzyć, że może być lepiej. A potem czar paryska i wraca rzeczywistość w której istnieje a nie żyje.
Myślami jestem gdzieś daleko przy wakacjach lub dalszej przyszłości. Jak zamknę oczy i wsłucham się w ulubioną melodię udaje mi się o tym wszystkim zapomnieć, o tym że jesteś tak daleko, o tym że tak wiele się zmieniło, o tym że dla ciebie nie istnieje... To takie błahe. Między nami ponad 300 km, a w naszej przeszłości w sumie jedynie 8 tyg spędzonych razem w ciągu jakiś 2 lat, a w międzyczasie setki sms'ów i poznanie się dość dobrze... Ale teraz się nie znamy. Ja nie wiem nic o tobie. Ty nie wiesz nic o mnie. Dla ciebie jestem wyrywkiem wspomnień. Ciekawe czy choć raz kiedyś do tego powracasz. Ciekawe czy coś znaczyłam wtedy.
Muszę się pochwalić, że moje zdolności są ogromne, w tym tyg dla odmiany skręciłam drugą kostkę. Trochę zabawnie, ale gorzej, że ledwo chodzę. Ale cóż poradzę, że ze mnie taka kaleka. Kiedyś pewnie się zabije chodząc po trawie.
Tęsknię /N.


sobota, 22 lutego 2014

Więzienie .

Czy można być w pełni wolnym? Myślę, że nie. Wszyscy marzą by być wolnymi ludźmi, by spełniać marzenia, by coś zmienić. Ale przecież wszystko jest od czegoś uzależnione... Jeśli naszym marzeniem jest podróżować po świecie i to ma być ta nasza 'wolność' to musimy posiadać pieniądze na bilet, jedzenie, czy też pokój aby móc odpocząć. Wolny jest człowiek, który kocha życie i wszystko co robi sprawia mu przyjemność. Dlaczego tak mało jest takich osób? To smutne.
Aby osiągnąć cel trzeba na to dłużej lub krócej pracować, ale ten czas także powinien być dla nas pozytywny, bo robimy to by czegoś dokonać.
Jesteśmy więźniami samych siebie. Sami dla siebie jesteśmy zagrożeniem. Sami tworzymy sobie bariery. Nauczmy się wreszcie żyć!
Jak zdefiniujesz wolność?

Dzień mija za dniem. Trzeba coś robić by nie siedzieć bezczynnie? Przecież nawet patrząc się w sufit z ulubioną muzyką w słuchawkach myślimy o tym co jest, co było i co ma być. Jak pięknie byłoby choć na jedną dobę uwolnić się od wspomnień i to najlepiej wszystkich, i złych, i dobrych. Ciekawe marzenie. Ale tak zwane impossible.
Nie jestem wolna. Nie jestem też więźniem za kratami. Ale lubię mieć dobry nastrój tak jak każdy, nie ma przecież czasu aby narzekać na życie, że jest takie siakie i owakie. Każdego dnia wstaje i wiem, że i tak się nic nie zmieni przez najbliższe niecałe 3 lata, więc trzeba przykleić uśmiech do twarzy i marzyć. Marzyć o tym, że można wszytko jeśli tylko bardzo się tego chce. Nie potrzebuję sztucznych komplementów od ludzi. Nie potrzebuje żeby znał mnie cały świat. Potrzebuje tylko tego aby sama decydować o życiu.


/N.