poniedziałek, 24 marca 2014

Leżę, zdycham, myślę, wspominam...

A może ja nie chcę tak żyć?
A może ja tego życia mam dość?
A może po prostu jestem inna od świata?
A może to wszystko moja wina?
A może chcę zmienić świat?
A może jestem niepoprawną marzycielką?
A może chcę być jaka jestem?
A może chcę Ciebie?

Za 643 dni będą te moje długo oczekiwane 18 urodziny.
Część osób w moim wieku ma za sobą już jakieś poważniejsze związki, jakieś pierwsze 'wielkie miłości', posiadają jakieś plany na 'jutro', jakiś tlen którym chcą oddychać i wiedzą do czego dążą.
Ja nie mam za sobą nic wartego uwagi. Moje życie dzieli się na etap kiedy jeszcze myślałam, że moi rodzice są mądrzy i żyją jak każdy oraz na ten drugi gdy cieszę się, że jestem już na tyle inteligentna, że wiem, że te podobno 'ideały' których mnie chcieli nauczyć nic nie znaczą i ich nawet nie jestem w stanie tolerować.
Jeśli spytałby mnie ktoś w tej chwili o najmilsze wspomnienie odpowiedziałabym, że takiego nie posiadam. Nie da się porównać wspomnień, które jest najlepsze, nawet jeśli nie było tych dobrych za wiele.
Teraz wspominam tych kilku ludzi, którzy coś znaczyli. Którzy zostawili tam w sercu swój ślad. Których teraz potrzebuje. Ale ich już nie ma. Odeszli. Odeszli, bo odejść chcieli i potrzebowali.
Wspominam to co warto wspominać. Myślę o tym o czym potrzebuję.
Ciekawe co jest po śmierci? Czy raz jeszcze powracamy na ziemię? Gdybym miała pewność co tam jest już by mnie tu nie było. Już nie mam siły. Już nie mam chęci. Już nie mam żadnego zapędu do życia. Powiecie, że puste, buntownicze stwierdzenie gówniary. Myślę, że trochę tak, ale spójrzmy na samobójcę, wszyscy mówią, że głupi, że idiota, że jak on mógł, a podaje ktoś powód dlaczego ten martwy miałby żyć? Jakiś cel dla którego chciałby tu pozostać?
Za 643 dni pewnie będę o te 2 lata mądrzejsza, ale nadal będę podążała za marzeniami. Nadal będę chciała zmieniać świat. Nadal będę sobą. Zmieni się tylko cyferka w metryczce i dostanę kawałek plastiku, który podobno oznacza dorosłość.
Za 95 dni wakacje. Wakacje od szkoły, a nie od życia.
Od poznania Ciebie minęło 631 dni.

/N.

wtorek, 25 lutego 2014

Z listów do K. #1

Drogi K.
Co u ciebie? Jak się zmienia twojej życie? Słyszałam, że zacząłem chodzić na siłownię, więc życzę ci wytrwałości w rzeźbieniu.
A co u mnie? Chyba trochę jak zwykle. Coś się sypie, coś się wali, ktoś przychodzi, ktoś odchodzi. Ale teraz jest inaczej. Inaczej, bo nie ma ciebie.
W szkole jak zwykle masa ludzi, których nie toleruje... Jacyś nauczyciele którzy zamiast uczyć to wymagają. Jakieś oceny, jedne gorsze, inne lepsze.
W domu? W domu non stop awantury o nic. Bo po co mieć normalną szczęśliwą rodziną z błahej komedii gdzie wszystko jest świetnie, wszyscy są mili i POTRAFIĄ ROZMAWIAĆ, przecież łatwiej jak każdy ma swój świat i nikt nie wchodzi sobie w drogę. Tylko szkoda, że po 16 latach nagle 'rodzice' budzą się i chcą cie poznać, spędzać z tobą czas, istnieć w twoim życiu... Teraz to już niemożliwe. Teraz jestem w tym 'domu' tylko ciałem. Moja dusza błądzi gdzieś w chmurach.
I skąd wziąć pozytywną siłę? Skąd czerpać tą energię dzięki której wstaje się z uśmiechem? Ja tego na pewno nie wiem, ale czasem da się to szczęście znaleźć w powietrzu i przez te kilka godzin być pieprzonym optymistą i wierzyć, że może być lepiej. A potem czar paryska i wraca rzeczywistość w której istnieje a nie żyje.
Myślami jestem gdzieś daleko przy wakacjach lub dalszej przyszłości. Jak zamknę oczy i wsłucham się w ulubioną melodię udaje mi się o tym wszystkim zapomnieć, o tym że jesteś tak daleko, o tym że tak wiele się zmieniło, o tym że dla ciebie nie istnieje... To takie błahe. Między nami ponad 300 km, a w naszej przeszłości w sumie jedynie 8 tyg spędzonych razem w ciągu jakiś 2 lat, a w międzyczasie setki sms'ów i poznanie się dość dobrze... Ale teraz się nie znamy. Ja nie wiem nic o tobie. Ty nie wiesz nic o mnie. Dla ciebie jestem wyrywkiem wspomnień. Ciekawe czy choć raz kiedyś do tego powracasz. Ciekawe czy coś znaczyłam wtedy.
Muszę się pochwalić, że moje zdolności są ogromne, w tym tyg dla odmiany skręciłam drugą kostkę. Trochę zabawnie, ale gorzej, że ledwo chodzę. Ale cóż poradzę, że ze mnie taka kaleka. Kiedyś pewnie się zabije chodząc po trawie.
Tęsknię /N.


sobota, 22 lutego 2014

Więzienie .

Czy można być w pełni wolnym? Myślę, że nie. Wszyscy marzą by być wolnymi ludźmi, by spełniać marzenia, by coś zmienić. Ale przecież wszystko jest od czegoś uzależnione... Jeśli naszym marzeniem jest podróżować po świecie i to ma być ta nasza 'wolność' to musimy posiadać pieniądze na bilet, jedzenie, czy też pokój aby móc odpocząć. Wolny jest człowiek, który kocha życie i wszystko co robi sprawia mu przyjemność. Dlaczego tak mało jest takich osób? To smutne.
Aby osiągnąć cel trzeba na to dłużej lub krócej pracować, ale ten czas także powinien być dla nas pozytywny, bo robimy to by czegoś dokonać.
Jesteśmy więźniami samych siebie. Sami dla siebie jesteśmy zagrożeniem. Sami tworzymy sobie bariery. Nauczmy się wreszcie żyć!
Jak zdefiniujesz wolność?

Dzień mija za dniem. Trzeba coś robić by nie siedzieć bezczynnie? Przecież nawet patrząc się w sufit z ulubioną muzyką w słuchawkach myślimy o tym co jest, co było i co ma być. Jak pięknie byłoby choć na jedną dobę uwolnić się od wspomnień i to najlepiej wszystkich, i złych, i dobrych. Ciekawe marzenie. Ale tak zwane impossible.
Nie jestem wolna. Nie jestem też więźniem za kratami. Ale lubię mieć dobry nastrój tak jak każdy, nie ma przecież czasu aby narzekać na życie, że jest takie siakie i owakie. Każdego dnia wstaje i wiem, że i tak się nic nie zmieni przez najbliższe niecałe 3 lata, więc trzeba przykleić uśmiech do twarzy i marzyć. Marzyć o tym, że można wszytko jeśli tylko bardzo się tego chce. Nie potrzebuję sztucznych komplementów od ludzi. Nie potrzebuje żeby znał mnie cały świat. Potrzebuje tylko tego aby sama decydować o życiu.


/N.

środa, 29 stycznia 2014

Rodzice .

Dla większości rodzina jest główną podporą, filarem który nas wspiera, w naszych pierwszych latach chroni, opiekuje się. Rodziną nazywamy rodziców, rodzeństwo, dziadków i tak dalej. Rodziny się nie da wybrać, nie da się jej także zmienić, owszem są dzieci które trafiają do domów dziecka bo jego rodzice nie są wystarczająco dojrzali do roli opiekunów.
W okresie nastoletnim młodzież przechodzi swego rodzaju bunt głównie przed rodzicami, ale przecież jeśli rodzice stają się dla dziecka najlepszymi przyjaciółmi i wie ono że może im o wszystkim powiedzieć ten okres wygląda zupełnie inaczej.
Rodzice, prawnie zwani opiekunami to tylko świstek papieru na którym pisze tylko tyle że nosimy ich geny, ale nic ponadto! Nasz charakter może być zupełnie różny, duży wpływ ma na nas otoczenie ale także nasza własna świadomość tego jakie cechy chcemy w sobie ukształtować.


Ja nie ma rodziców. Straciłam ich już kilka lat temu, kiedy zatrzymali się na etapie 'świat jest zły i niedobry; ludzie są zawistni i nie można nikomu ufać'. Teraz posiadam już tylko 'prawnych opiekunów'. Można to uznać za bunt, ale ja już się przekonałam, że to jest po prostu to, że nie pasuje do ich sztucznie szczęśliwego obrazka przykładnej rodziny. Oni chcą żebym była tak jak oni, żebym kształtowała w sobie tak beznadziejne cechy jak aspołeczność, bo skoro dla nich spotkanie ze znajomymi to obowiązek, a nie przyjemność to po chuj utrzymują z kimś kontakt?
Ja jestem inna! Chcę żyć! Ale jak kiedy, każde wyjście wiąże się z pytaniem 'po co' ? I przecież ludzie są źli, więc powinnam zamknąć się w czterech ścianach i z nikim nie odzywać. Ale może ja tak nie umiem i nawet nie chce próbować?!
Moje cztery ściany? Co w nich można znaleźć? Hm.. w tych fizycznych parę mebli, jakąś wieżę, jakieś światełka które wiszą cały rok, masę książek, gitarę, czy aparat, ale po co mi to wszystko? Mogę to oddać w zamian za normalnych rodziców, którym choć odrobinę zależy na mnie i moim szczęściu.
A w moim 'psychicznym pokoju'? Wiele bólu i chęci samobójstwa... Powód jest jeden: moja psychika zaczyna wysiadać. Każdego wieczoru zastanawiam się po co to wszystko, po co udawać, że wszystko jest ok? Dlaczego nie powiem im co czuje? Co mnie boli? Czego potrzebuje? A chwilę później przypominam sobie, że nie posiadam rodziców, że są oni tylko i wyłącznie moimi współlokatorami mówiącymi co mi wolno, a czego nie.
Mam dosyć! Jeśli dożyje dnia kiedy będę miała rodzinę to na pewno w moim 'domu' będzie panował dobry humor, a przede wszystkim przyjaźń domowników przed, którymi nie będzie tematu na który nie da się porozmawiać bo coś jest 'głupie' bo nie dorosliśmy do zmiany otoczenia, rozwoju społeczeństwa i modelu życia nastolatków.
Ja już nie wierzę! http://www.youtube.com/watch?v=4VeIWEN18P0

Odwyk od uczuć dzień: 6


/N.

niedziela, 26 stycznia 2014

Nastawienie do życia .

Czym jest siła? Siła może być określeniem stanu fizycznego, ale także psychicznego.
Psychiczna budowana jest przez długi, najczęściej kilkuletni okres czasu. Jak zbudować taką siłę? Co trzeba trenować? Na to niestety człowiek niema wpływu, psychologowie mogą nam wmawiać, że są wstanie nam pomóc, jednak najsilniejsi są ci, którzy najwięcej przeszli. Niepowodzenia pokazują nam jak bardzo każda sekunda życia jest niepewna. Mimo naszych usilnych starań i tak nigdy nie jesteśmy wystarczająco gotowi na to, co nas czeka.

Każdy przechodzi upadki i wzloty, porażka jest nieodłączną częścią życia, bo wyobraźmy sobie człowieka, przykładowo szczupłą, wysoką blondynkę, której od zawsze wszystko się układa, spełnią swoje marzenia, ma plany i jest pewna, że je zrealizuje, bo przecież nigdy nie poniosła porażki... Brzmi to bardzo nie naturalnie, prawda? A gdy nadejdzie dzień, kiedy coś się nie uda, będzie to dla takiej osoby wielkie zaskoczenie i jak sobie z tym poradzi? Właśnie nie da rady! Patrząc na ten przykład pesymista wcale nie jest ustawiony do życia błędnie, to doświadczenie sprawiło, że nie potrafi znaleźć pozytywnych aspektów codzienności. Jednak najgorszą osoba jest optymista! Bo to właśnie on nie jest przygotowany na zderzenie ze światem. To właśnie on nie buduje w sobie siły na nadchodzące zdarzenia.
Został jeszcze realista. Co można o nim powiedzieć? Że jest najsilniejszy! Bo pomimo iż nie zawsze odpowiednio oceni sytuację to zawsze jest gotowy na to, co przyniesie los... Więc dlaczego najtrudniej jest żyć realistycznie? Ponieważ często nie chcemy odpowiednio ocenić sytuacji, często chcemy myśleć, że będzie inaczej niż życie na to wskazuje.
Do której grupy ludzi ja należę? Wszystko zależy od sytuacji, jednak niestety najczęściej patrzę na świat pesymistycznie, ale jeśli coś się układa staram się to wykorzystywać tak bardzo jak tylko się da.

Za równo 700 dni ukończę 18 lat. Trochę sporo czasu. Wiele osób patrzy na tę liczbę jak na jakieś bóstwo, jak na magiczną liczbę, która wszystko zmienia, dzięki której można wejść do sklepu i kupić wszystkie używki jakie w nim znajdziemy... Inni natomiast uważają, że po tym dniu są jacyś bardziej dorośli niż wcześniej, ale człowiek nie staje się dorosły z dnia na dzień.
Jak ja na to patrzę? Ja czekam na ten dzień, ponieważ mniej więcej pół roku po 18 urodzinach zamierzam się wyprowadzić, nie ważne czy w tym samym mieście czy w innym bym mieszkała, ważne jest to żeby to nie był dom.

Odwyk od uczuć dzień: 3
Nadal umieram.


/N.

czwartek, 23 stycznia 2014

Przyjaciel .

Miliony marzeń, jeszcze więcej pragnień.
A gdy upadasz nikt nie stoi obok z ciepłym słowem, a wszyscy pamiętają twoją porażkę.
A co jeśli upadasz z czyjejś winy i nie masz na to wpływu? To nadal nikomu nie zależy zęby ci pomóc.
Jak odnaleźć dawno zagubiona ścieżkę? Jaka jest szansa, że odnajdziemy na niej tych samych ludzi, za którymi tak cholernie tęsknimy? I jeśli to oni pierwsi odeszli z tej drogi to warto odnaleźć raz jeszcze wspólne wspomnienia?
Co się kryje w jednym człowieku że mimo iż zostawia po sobie oprócz wspomnień, dużą i bolesna ranę to mimo to nadal go potrzebujemy?

Pytań do życia mam wiele, na niekóre znam odpowiedzi, ale wierzę, że nie są prawdziwe. Mogę mocno podziękować tym kilku osoba, które są mimo wszystko, bo to tylko dzięki nim jeszcze się nie poddałam, ale są dni, kiedy i oni zawodzą.
Minęło ponad pół roku a ja nadal otwarcie mogę powiedzieć "tęsknie za tobą".
Według popularnego cytatu przyjaciele są jak anioły, a patrząc na ten wyraz z bardziej przyziemnej strony, co on oznacza? Kim tak naprawdę jest przyjaciel? Każdy musi stworzyć własną definicję tego słowa. U każdego z was na pewno znajdzie się zdanie, że takiej osobie się ufa bezgranicznie, ale czy tak naprawdę wasz ‘przyjaciel’ wie o was wszystko? Czy potraficie mu opowiedzieć nawet sekret głęboko skrywany w zakątkach umysłu?

Moja rana po prawie roku nadal się nie zagoiła, obecnie wątpię czy to w ogóle jest możliwe. To głupie i naiwne, prawda? Ktoś komu bezgranicznie ufasz, kto jest najważniejszy z dnia na dzień postanawia o tobie zapomnieć... Kończy waszą znajomość bez słowa pożegnania. A ja nadal go potrzebuje! Nadal za nim tęsknię! Nadal go kocham! Tak był moim przyjacielem, ale kocham go bardziej niż któregokolwiek byłego chłopaka, a jednak to nadal nie jest ta miłość prowadząca do związku. Może kiedyś, za parę lat będę mogła stanąć z nim twarzą w twarz i powiedzieć, że dziękuję za siłę oraz nie ufność wobec innych, którą uzyskałam dzięki temu, że mnie zostawił samą. Ale jeszcze nie dziś. Dzisiaj przechodzę kolejne załamanie, ale to tylko dlatego, że przez tyle czasu byłam zbyt silna, to dlatego, że po 17 latach życie nauczyłam się uczuć... I jak na tym wyszłam? Cholernie źle! Chce się wyzbyć tego co nazywa się ‘uczuciami’, bo to tylko doprowadza do zniszczenia wewnętrznego.
Jestem na odwyku od uczuć! I mam zamiar go przejść, aby móc żyć normalnie.

/N.